środa, 7 września 2011

Choinka

Niedawno zakończyłam studiować i przeszłam w nowy etap życia - bezrobocie i poszukiwanie pracy. Nieco czasu wolnego było i w czasie wakacji i podróżowania po Polsce udało mi się nadrobić cały rok odkładania chęci zrobienia czegokolwiek na szydełku - zrobiłam kilka zwierzaczków zabawek na szydełku. Wśród nich znalazła się m.in. rodzina królików widoczna na poniższym zdjęciu. Więcej fotek i opisów do wykonania znajduje się na moim blogu http://stokrotkowe.blogspot.com/ i pewnie z czasem będę ich tam coraz więcej wrzucać.


No i zaczęłam już powoli przygotowania do dekorowania choinki - mam nadzieję, że w tym roku wreszcie uda mi się zrobić tyle aniołków szydełkowych, że da się nimi obwiesić całą choinkę zamiast bombek :)
A to pierwszy niedokończony jeszcze aniołek.


Pozdrawiam z Jeleniej Góry,
Stokrotka

niedziela, 27 marca 2011

Półpoście

Kury Miejskie w ostatnią niedzielę obchodziły półpoście. Obeszło się co prawda bez rozbijania glinianych garnków o drzwi domów ale było równie hucznie i radośnie.
W końcu coraz bliżej do Wielkanocy!

Na zdjęciach postna ryba z ryżem i Kurze kucharki.




























Dla odmiany trochę leniuchów i ryba przed przygotowaniem.





















A teraz najprzyjemniejsza część spotkania.























Miłym zaskoczeniem były odwiedziny Tereski, najmniejszej Kury wraz z rodzicami Zosią i Filipem.

środa, 2 lutego 2011

Kuchenne (r)ewolucje


Ponieważ czas sesji związany jest z wysiłkiem umysłowym i wyzwalaniem ogromnych pokładów kreatywności wspomaganej inwencją twórczą (to na egzaminach), postanowiłam więc wygrzebać się z marketingowych notatek i dać upust swojej fantazji. Założyłam śliczny kuchenny mundurek, którym zostałam ostatnio obdarowana i dzielnie pomaszerowałam zakasać rękawy.

Zaglądając nieśmiało do lodówki spostrzegłam leżące koło siebie- pierś z kurczaka (kurzy kanibalizm?) i pieczarki. Postanowiłam coś wymyślić, by jednocześnie spełnić kuchenne aspiracje, połączyć składniki i zapełnić burczący już z nerwów brzuch.
W efekcie powstały kotleciki z piersi w gęstym sosie pieczarkowym, które może nie wyglądają, ale są bardzo treściwe i nawet dobrze smakują ;)

A oto tajna receptura przygotowania dania, po którym w mieszkaniu roznosi się grzybowo-mięsny aromat:

Obrałam pieczarki i pokroiłam kapelusze w paseczki, po czym wrzuciłam wszystko do rondla i zalałam więcej, niż szklanką wody. Gdy się zaczęło gotować, (chyba zbędny jest komentarz, że należało jeszcze postawić na ogień rondelek ;), skręciłam płomień, dodałam trochę pieprzu, kostkę warzywną i pozwoliłam, by dalej bulgotało na tzw. groszkach. W międzyczasie umyłam w zimnej wodzie kurczęcą pierś, osuszyłam i oczyszczone z błon mięso podzieliłam na kotlety krojąc na skos. Można "rozbić" kotleciki uderzając tępą stroną noża, by były większe, ale to nie jest konieczne.

Rada: Jeśli poziom wody w rondlu wydaje się zbyt niski, podlej przegotowaną wodą i pozwól dalej się gotować.

Gdy wywar z pieczarek był gotowy, tzn. przybrał ciemnobrunatny kolor, a paski kapeluszy nie wykazywały już sprężystości, włożyłam ostrożnie kawałki mięsa i zamieszałam. Pozwoliłam swobodnie gotować się przez ok. 1o min. raz po raz mieszając. Po tym czasie mięso wyjęłam na deskę, zwiększyłam ogień pod garnkiem, a do sosu dodałam przygotowany roztwór mąki (w szklance do połowy wypełnionej bardzo zimną wodą dodałam czubatą łyżkę stołową mąki, energicznie zamieszałam, w wyniku czego powstała mlecznobiała zawiesina).

Rada: Do roztworu mąki dodaj 2 łyżki gorącego bulionu zanim wlejesz wszystko do rondla.

Połączony wywar z mąką mieszałam od czasu do czasu do momentu wrzenia, po czym skręciłam znów na "groszki" i mieszając prawie cały czas gotowałam przez trzy minuty. Na koniec wrzuciłam jeszcze mięso, żeby się podgrzało i voila! :)

Na talerzu podane wraz z marchewką z groszkiem.

Smacznego!

wtorek, 18 stycznia 2011

Każda kurka stroi piórka...

Każda z nas chce być piękna, a bywają dni, że i piękniejsza od samej siebie :)

Jakiś czas temu miałam kryzys, że chciałam ścinać włosy, ale w internecie natrafiłam na filmik pokazujący jak zrobić fryzurę trzymającą się na jednej pałeczce i to mnie zainspirowało, aby włosów jednak nie ścinać i wypróbować wszystkie fryzury zamieszczone na poniższej stronie. To dopiero wyzwanie!

http://isaetno.free.fr/
lub w wersji anglojęzycznej
http://isaetno.free.fr/indexeng.html

Próbowałam najpierw na długopisie aby się trzymały, później kupiłam pałeczki chińskie - piękne kolorowe i już jest bardziej stylowo... Przyznam się, że nawet 2 razy do pomocy zatrudniłam... szydełko! :)

Roczek

Dokładnie dwanaście miesięcy temu 18 styczeń przypadał w poniedziałek. Atrybutem grupy spotykającej się tego dnia po raz pierwszy Pod Gryfami, była igła i mulina. Czas zmienia wiele rzeczy i atrybuty wzbogaciły się o szydełko i kordonek.

Wiele się działo, jeszcze więcej powstało pomysłów, których część czeka w kolejce jako dzieła częściowo dopiero zrealizowane. Jedno przebija wszystkie, nadal aktualne, nadal pociągające, bo dzieło Boże w nas, w każdej z osobna i we wszystkich razem: mamy być święte! Nie jest istotne czy stanie się to poprzez bardzo poważne zadania, mniej ważne lub całkiem błahe. Wyszywanie, szydełkowanie, wysłuchanie opowieści o świętych, udział w pobożnej dyskusji lub takiej, wymagającej większego natężenia umysłu, a czasem po prostu dobry humor, uśmiech i radość, które oddalą smutki sąsiadki. Wszystko AMDG!

Mamy roczek! Trochę niezdarnie, ale już chodzimy. Pierwsze kroki za nami. A przecież ten pierwszy jest najtrudniejszy. Nadal jesteśmy całkiem małe, słabe i delikatne, lecz św. Maksymilian mówi: „Czasem ktoś spyta samego siebie: jakże masz odwagę starać się o to, aby być świętym, będąc tak słabym? Właśnie im kto słabszy, tym lepiej.” Takie maleństwo z wyciągniętymi rączętami… czyż Najświętsza Panna Maryja, najlepsza z matek, nie weźmie go w swe ramiona? Czyż właśnie takiego nie ukocha miłością tak wspaniałą, że nie chce się już innej? A potem czyż nie zaniesie do Swego Syna, nie włoży do Jego Najświętszego Serca, nie zamknie w tej Skarbnicy i Źródle miłości? To może lepiej zostać taką małą, by móc korzystać z uprzywilejowanego miejsca pozostawionego w Bożym Sercu dla tych najmniejszych? Wystarczy tylko kochać jak dziecko, ufać jak dziecko, pragnąć jak dziecko… tylko wtedy okaże się, że dziecięca miłość nie zna granic, głębia ufności nie zna dna, a pragnienia są tak olbrzymie, jak olbrzymie jest dziecięce serce.

sobota, 15 stycznia 2011

Gallus gallus...

Gallus gallus domesticus to ptak z rodziny kurowatych. Chciałoby się napisać stary jak świat, gdyż udomowienie tego dwunoga, nastąpiło najprawdopodobniej w III tysiącleciu przed J. Chr.
Już w Biskupinie podczas wykopalisk znaleziono kości kury, czyli żyje ona z nami Polakami od początku!
Ras mamy około osiemdziesięciu podzielonych na kilka grup o różnorodnych zastosowaniach. Spotykamy: kury mięsne, ogólnoużytkowe, amatorskie, a wśród nich różne dziwne jak Breda, Brodacz appencelski, Jitokko, Maran, Sumatra, Sussex czy Tuzo. Znalazła się i bardzo elegancka: Kura jedwabista, oryginalna: Zielononóżka kuropatwiana czy Gołoszyjka, ale teraz dopiero, w tej chwili powstaje Kura miejska! Takiej jeszcze nie było. A Kura ta różni się od innych nie tylko wyglądem zewnętrznym, lecz również i przede wszystkim wnętrzem, gdyż jej pokarmem są ziarenka. Tak i owszem. Lecz ziarenka niezwykłe i niepowtarzalne, ziarenka duchowe, karma sporządzona według specjalnej receptury:
  • 1 kg mieszanki Starego i Nowego Testamentu,
  • pęczek naśladowania Najświętszej Maryi Panny,
  • 2 szklanki miłości Bożej i bliźniego,
  • 7 łyżek wpatrywania się w cnoty św. Józefa,
  • szczypta słów świętych i błogosławionych,
  • polewa z wiary i nadziei,
  • krem z ufności,
  • posypane dobrymi radami.
Oto nasza Kura miejska: trochę wszystkiego. Czasem zerknie na żywot któregoś ze świętych, podpatrzy nowy wzór na serwetkę pięknie haftowaną, wykryje nowy przepis na ciasto, ciekawostkę z historii, zasadę savoir vivre, oryginalnego szydełkowego stworka, niekiedy zagdacze próbując znaleźć odpowiedź na filozoficzny problem dotyczący czasu, albo gdzie jest granica między dobrem a złem, a innym razem zostawi wszystko w kącie i pójdzie się zabawić, oczywiście zgodnie z zasadami kurzej moralności :)
A teraz Kura miejska zaprasza na kolejne dania sporządzone według starej podanej wyżej receptury.
s. Maksymiliana